Główna » Wpisy » Historie ludzi

Listy matki
05-04-2014, 19:04

Listy matki – list pierwszy

15 sierpnia 2013

Miałam śliczną, dobrą, kochaną córeczkę. Była pełna życia, ciekawa świata. Miała wiele pasji, malowała, jeździła konno, pływała, śpiewała, uczyła się języków. Kochała ludzi, zwierzęta i cały świat. Chociaż byliśmy ŚJ [1] nie widzieliśmy nic złego w tym, że nasze dzieci chcą się uczyć, rozwijać swoje zainteresowania i pasje, że mają przyjaciół nie tylko w zborze ale i w tzw. świecie. Nigdy nie zmuszaliśmy ich do udziału w zebraniach czy służbie [2]. Same angażowały się w to na tyle na ile miały ochotę. Kiedy nasza córka była w liceum zakochała się w pionierze stałym [3], który chociaż był od niej niewiele starszy, to już był sługą pomocniczym [4]. To dobry chłopak lecz jak na swój wiek nadzwyczaj poważny i na maxa wkręcony w "prawdę" [5].

Od tej pory zaczęliśmy tracić z córką kontakt. Wszystko co wcześniej kochała przestało mieć znaczenie. Nasze zdanie kompletnie przestało się liczyć, na niczym się nie znaliśmy.

Została pionierką stałą, co dało jej mocną pozycję w zborze [6]. Wszyscy nagle zaczęli ją dostrzegać i wychwalać. Nasz dom zmienił się w centrum studiów biblijnych, spotkań różnych grup, śpiewania pieśni czy przygotowań do zebrań. Z naszej strony zaczęło to wyglądać jak jakaś obsesja, lecz nasza córka mogła głosić non stop. W chwilach wolnych od głoszenia studiowała namiętnie publikacje. Pojawiły się ich wspólne plany – ślub zaraz po maturze i w teren. Moje argumenty i prośby, żeby poczekali, żeby jeszcze się uczyli były niewłaściwe, a cały zbór był zachwycony ich "dojrzałą decyzją". Ja natomiast zyskałam niechlubną opinię "osoby zniechęcającej młodych do pójścia w teren". Musiałam się z tego tłumaczyć starszym [7].

Po jej wyprowadzce załamałam się, przestałam chodzić na zebrania, zaczęło mnie odrzucać od tej religii. Dostrzegłam fanatyzm, głupotę, ślepe podporządkowanie zasadom ludzkim bez weryfikacji czy ma to uzasadnienie w Biblii czy nie. W tym czasie odłączył się brat mojego męża z rodziną. Gorliwy, szanowany starszy, nadzorca szkoły, żona – wieloletnia pionierka. Zaczęliśmy sprawdzać – dlaczego? W krótkim czasie poznaliśmy całą prawdę o Organizacji [8]. Przemaglowaliśmy całą historię, życiorysy i twórczość przywódców, tzw. pokarm na czas słuszny na przestrzeni stu lat, przeczytaliśmy Kryzys Sumienia [9] i nie mieliśmy już złudzeń. Od tej pory nie chodziliśmy już całą rodziną na zebrania (mamy jeszcze wspaniałego, kochanego syna). Nie odłączyliśmy się tylko ze względu na córkę.

Próbowałam jej czasami delikatnie na coś zwrócić uwagę, ale odsuwała się zraniona moją postawą. Miała do mnie żal, że nie jestem z niej dumna. Nigdy jej nie pochwaliłam za jej cele duchowe. Było jej przykro, mi też, bo wiedziałam, że marnuje sobie najpiękniejsze lata życia na utopię WTSu [10]. Sprawa wydawała się beznadziejna. Postanowiliśmy więc całą rodziną „trwać’’ z miłości do niej, żeby nie została sama na świecie. Żebyśmy mogli jej czasami pomóc, czasami ją wyściskać jak do nas przyjedzie. Milczeliśmy. Widzieliśmy wiele osób „słabych w wierze’’, nie uczestniczących w głoszeniu, rzadko widzianych na zebraniach. Nikt się do nich specjalnie nie przyczepiał.

Kiedy nasza córka powiadomiła nas, że chcą głosić na terenach zagranicznych [11], uznaliśmy, że musimy z nimi porozmawiać, chociaż zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że to może być koniec naszych kontaktów. Jednak życie spłatało nam figla jak w kiepskiej telenoweli. Mąż zwierzył się swojemu drugiemu bratu z naszego rozczarowania Organizacją [8] . Okazało się, że on też ma podobne odczucia, od kilku lat jest nieczynny, rzadko bywa na zebraniach. Wie o niewłaściwej wykładni nauk, tylko z nikim o tym nie rozmawiał. Kiedy spytał czy odejdziemy, stwierdziliśmy, że zostaniemy dla córki. Nie podejrzewając niczego powiedział o tej rozmowie swojej córce, jak dziecku. Jakież było jego zdziwienie, gdy na najbliższym zebraniu doniosła starszym na swojego ojca i na nas. Nie omieszkała też w swojej gorliwości powiadomić i naszej córki .

Wszystko zakończyło się krótką rozmową telefoniczną. Nasza córka była bardzo wstrząśnięta i oburzona. Zarzuciła nam okłamywanie jej i braci. Powiedziała, że Boga nie okłamiemy. To był koszmar, byłam tak zaskoczona, że kompletnie nie wiedziałam co zrobić. Kiedy po ochłonięciu odzwoniłam, już nie odebrała. Nie poczekała nawet na komitet sądowniczy [12]. Uznała, że dla niej już jesteśmy wykluczeni [13], bo o tym wie. Nie dała nam szansy wyjaśnienia niczego. Nie powiedziała: mamo, mylisz się, ja ci wszystko wytłumaczę. Nawet się nie pożegnała. Natychmiast zerwała z nami wszelkie kontakty. I tak straciliśmy nasze dziecko. Nie wiem gdzie jest, co się z nią teraz dzieje. Jest delikatna, młodziutka i wrażliwa. Martwię się o nią.

Jesteśmy bezradni. Mnie już brakuje łez. Łapię sie na tym, że płaczę podczas obierania ziemniaków, podczas prania, kiedy idę ulicą. Wystarczy chwila samotności a łzy same cisną się do oczu. Płaczę nawet przez sen. Tak bardzo mi jej brakuje, tak bardzo za nią tęsknię i nie mogę zrobić kompletnie nic. Nie mogę się niczego o niej dowiedzieć. Czy kiedykolwiek ją jeszcze zobaczę? Nie mam do niej żalu, bo wiem co nią kieruje. Myśli, że Bóg tego wymaga i chce być Mu wierna. Nie wie, że "niewolnik" [14] manipuluje wersetami dla osiągnięcia swoich celów.

Dowiedziała się o wszystkim podczas tego kongresu [15], kiedy było tyle mowy o odstępstwie. Mówca w wykładzie o mieczu powiedział "kto kocha bardziej ojca i matkę" – a czy ja jej każę kochać bardziej? Czy ja występuje przeciw Jezusowi? W żaden sposób. Czy ja jej każę się Go wyprzeć? Sama modlę się zgodnie z Jego słowami do Ojca, który jest w niebie. Czy to ja występuję przeciwko córce? Czy to ja zerwałam z nią kontakty, żeby zmusić ją do przyjęcia moich przekonań? To ona tak zrobiła. Więc jak ten werset może być przeciwko mnie? Werset o rozpustnikach, cudzołożnikach, itp.? Odpada, tych grzechów też nie można nam przypisać. Pozostaje ten z listu Jana "kto nie przynosi tej nauki...". Jeżeli ktoś potrafi mi wykazać, że Jan miał na myśli naukę Ciała Kierowniczego [14] ŚJ [1] z XX w. to wtedy uznam się za odstępcę. Bo ja wyraźnie widzę, że jest tam napisane "kto się nie trzyma nauki Chrystusowej, kto nie trwa w niej". Więc jakie biblijne normy nakazują mojej córce złamać przykazanie Boże "Czcij ojca i matkę''? Według mnie żadne.

Druga rzecz, której nie rozumiem to sugestia, żeby nie rozmawiać z wykluczonym [13] (na zasadzie im bardziej kochasz, tym bardziej się odsuń) to może wróci z tęsknoty czy miłości. Przecież my to właśnie robiliśmy – nie odchodziliśmy z miłości do córki. Jeżeli jej odsunięcie się od nas ma sprawić, że wrócimy z tęsknoty za nią, to będzie to dokładnie ten sam stan, który był wcześniej. Za który zerwała z nami kontakt. W związku z tą paranoją obawiam się, że straciliśmy ją na zawsze. Nie możemy naprawić "grzechu'', który polega na tym, że wiemy, że Organizacja [8] nie jest kierowana duchem Bożym. Ta wiedza nie pozwala nam uczestniczyć w żadnej działalności tej Organizacji [8]. Pomogłaby tutaj jedynie amnezja.

Dlaczego o tym piszę? Z rozpaczy. Z bezsilności. Żeby ostrzec tych, którzy rozważają dołączenie do ŚJ [1]. Kiedy brałam chrzest w tej Organizacji [8] nikt mi nie powiedział, że stąd nie można po prostu odejść. Że wiąże się to z utratą dobrej opinii, przyjaciół a nawet najbliższej rodziny. Powinni to mówić każdemu, kto chce przyjąć chrzest, wtedy byliby w porządku wobec tych ludzi. Przecież różnie mogą się potoczyć losy ich i ich bliskich. Wtedy czeka ich taki sam dramat.

Listy matki – list drugi

12 listopada 2013

Tak, ból jest ogromny. Ci, którzy nakładają na bliskie sobie osoby takie brzemiona stracili ludzkie odruchy. Oni nie mają pojęcia jak kochamy nasze dzieci. Ile nocy spędziliśmy przy łóżeczkach z termometrem w ręku modląc się do rana, żeby wreszcie spadła ta gorączka czy żeby antybiotyk wreszcie zaczął działać.

Moja córka dużo chorowała i przytrafiały jej się często jakieś wypadki. Walka o życie w szpitalu po zatruciu jakąś nieznaną substancją w wieku czterech lat. Do dziś nie wiemy co to było. Mrożące krew w żyłach chwile, gdy wspięła się na czubek wysokiego świerka i mąż śmigający jak ten kocur po gałęziach, żeby jak najszybciej dotrzeć do przerażonego dziecka i sprowadzić je na ziemię. Szycie głowy rozbitej huśtawką, pogryzienie przez psa sąsiadów. Byłaby tego długa lista ile razy drżeliśmy o nią. O takich dzieciach mówią żywe srebro. Bardzo nam jej brakuje.

Czasami myślę, że potraktowała nas okrutnie. Nie wiemy gdzie jest i co się z nią dzieje. Próbowaliśmy się czegoś dowiedzieć poprzez świecką rodzinę i niektórych ŚJ [1], którzy nie pochwalają takiego zachowania i chcieli nam pomóc. Bezskutecznie, kompletna cisza. Nikt jej nie spotkał. Nikt nic o niej nie wie. Mój brat próbował się z nią skontaktować przez skype’a (wcześniej rozmawiali) teraz nie odbiera. Czy tak już będzie zawsze? Nie dowiem się kompletnie nic? Gdzie mieszka, czy jest szczęśliwa czy może zostałam babcią? Gdybym chociaż usłyszała, że ktoś ją widział, że jest szczęśliwa, że ma się dobrze…

Dziadek katolik nie może tego zrozumieć. Mówi, że trzeba jej szukać przez policję, że na pewno coś jej się stało, bo to niemożliwe żeby córka nie odbierała od matki telefonu. Tłumaczę mu, że ona nie chce, bo wmówili jej, że to wielki grzech i że obrazi tym Boga. Dziadek pyta, dlaczego nie chce z nim rozmawiać. Mówię mu, że przygotowali ją na to, że możesz wpędzić ją w poczucie winy a ona chce myśleć, że robi dobrze i nie chce być świadoma tego, jaki ból nam zadaje.

Wy Świadkowie, którzy tu zaglądacie, pobożni i uczciwi we własnych oczach, zastanówcie się ile krzywdy i niepotrzebnego cierpienia sprowadzacie na ludzi wyrywając dzieci, mężów, żony z ich własnych rodzin i wciągając ich do swojej Organizacji [8]. Wystarczyłoby, żebym nie przyjęła chrztu [16], a moja córka nie miałaby podstaw aby mnie unikać. Żyjemy w XXI wieku. Każdy ma prawo do wyrażania swoich poglądów, gwarantuje nam to konstytucja. Dlaczego dyskryminujecie kogoś tylko za to, że myśli inaczej niż wy. Ile batalii przeprowadziliście o wolność słowa? Dlaczego odmawiacie innym ludziom prawa do tego samego i karacie ich ostracyzmem tylko za to, że nie wierzą w to co wy.

Listy matki – list trzeci

14 listopada 2013

Początkowo nie ukrywam, tąpnęło mną porządnie. Najpierw, kiedy się dowiedziałam prawdy o „prawdzie”. Niedowierzanie, sprawdzanie, potem trzęsienie ziemi, tornado, płacz, złość a potem już tylko żal zmarnowanych na utopię lat. Zrozumiałam, dlaczego byłam nieszczęśliwa, stłamszona, miałam stany depresyjne w tym „raju duchowym”. Wychowana w kochającej się rodzinie nie tolerowałam podświadomie tego, że Organizacja jest dla męża ważniejsza ode mnie, że jakiś sznur potrójny [17] miesza się w nasze relacje. Często czułam się totalnie odtrącona, bo mąż miał ważniejsze sprawy zborowe, do których nie miałam dostępu. Wiedziałam, że nas bardzo kocha, ale czasami czuliśmy się z dziećmi jak kula u nogi, która blokuje mu rozwinięcie skrzydeł w zborze.

Uczyłam się okazywać ślepe posłuszeństwo np. smażąc się z małymi dziećmi na rozpalonym stadionie [15], pytałam sama siebie – czy Bóg naprawdę tego od nas potrzebuje, czy go to cieszy skoro ludzie tak się męczą? Wiele rzeczy wydawało mi się bez sensu wręcz idiotycznych, ale pokornie walczyłam ze swoim „duchem niezależności i samodzielnego myślenia”. Niepostrzeżenie oddaliłam się od mojej rodziny (tylko ja zostałam ŚJ [1]). Czułam się samotna, miałam wrażenie, że nikt nie mówi tego co myśli, czuje, przeżywa tylko to co jest dobrze postrzegane w zborze . Też nauczyłam się mówić to czego ode mnie oczekiwano. Choć wszystko we mnie [6] (pamiętaj, aby nie opuścić żadnego zebrania [18]!). Często na ludziach większe wrażenie robi wiara i determinacja Świadków niż głoszone przez nich nauki.

Dopóki myślałam, że to Organizacja [8] Boża pozwalałam, aby mną kierowała. Ale to już przeszłość, już się ich nie boję. Dopiero teraz jestem silna. Wolno mi przeżywać to co przeżywam, mówić to co myślę. Moje relacje z mężem i z synem są fantastyczne. Nikt nic nie udaje. Wszyscy oddychamy pełną piersią. Cieszymy się wolnym czasem, który mamy dla siebie i dla tych, których lubimy. Nie musimy go spędzać z ludźmi, z którymi nic nas nie łączy. Sami planujemy swoje życie, nikt nam nic już nie może narzucić. Nie ma już barier pomiędzy nami a moją rodziną bo nasze dziwactwa są już tylko zabawnym wspomnieniem. Syn ma nowych kolegów i dziewczynę.

Radość życia przesłania nam tylko tęsknota za córką. Wiem, że ona wróci, bo to kłamstwo już się długo nie utrzyma. Szkoda mi tylko tych młodych najpiękniejszych lat życia, które zabiera jej Organizacja [8]. Ile fantastycznych rzeczy mogłaby teraz robić zamiast tyrać po polach ze Strażnicą [19].

A w zborze? Jakoś mi nikogo specjalnie nie brakuje. Ci którzy nas lubią i tak z nami rozmawiają nawet próbują się czegoś dowiedzieć o córce, bo uważają, że to co Organizacja [8] wymaga jest chore.

Listy matki – list czwarty

22 listopada 2013

Czasami też myślę, że lepiej pogodzić się z tym i spróbować zapomnieć. Były takie chwile, kiedy chowałam jej zdjęcia i wszystko co mi ją przypominało. Chciałam nie myśleć, nie pamiętać, bo za bardzo bolało. Rozpacz mieszała się ze złością. Ale tęsknota znowu kazała mi je powiesić. Patrzę na nie i myślę: kocham cię córeczko i nic tego nie zmieni.

Nasze dzieci są oszukane przez WTS [10]. Obiecano im, że tylko dzięki takiej postawie otrzymają błogosławieństwo w postaci naszego powrotu do zboru [6]. Niczego teraz bardziej nie pragną. Nie wiedzą tego co my o tej Organizacji [8]. Chcą nam pokazać swoją niezłomną postawę, którą same im wpoiłyśmy i to jest najbardziej dołujące dla nas w tej chwili.

Podobno powinno się walczyć o tych, których sie kocha. Nie wiem jak walczyć o dziecko tak podstępnie odebrane. Nie wiem nawet, gdzie ona jest, ani kiedy ją zobaczę. Zdaję sobie sprawę, że mogą upłynąć lata a ja się o niej nic nie dowiem i to najbardziej mnie przeraża. Władzę nad naszymi dziećmi ma ta szalona ideologia wobec, której jesteśmy bezradne, bo nawet nie chcą z nami rozmawiać.

Dobrze, że są wspaniali ludzie, którzy walczą o prawdę i obnażają wszystkie kłamstwa i przekręty WTS-u [10]. Chwała im za to, że im się chce, że mają odwagę, że potrafią. Oni otwierają drogę do wolności wielu ŚJ [1]. Organizacja oszukuje, zniewala i krzywdzi ludzi i jeszcze się dziwi, że nie milczą i mają czelność się temu przeciwstawiać.

Marzę o dniu, kiedy te wszystkie rozbite, skłócone dogmatami rodziny powiedzą – dość tego! Rzucą się sobie w ramiona mówiąc: nie ważne jak wierzysz, to Twoja osobista sprawa, wybacz, kocham Cię, bo jesteś mi bliski, bo zawsze mogę na Ciebie liczyć, bo tyle razem przeżyliśmy, bo jesteś dobrym człowiekiem, moim bratem, siostrą, matką, ojcem, dzieckiem. Ale czy to jest możliwe?

Przypisy końcowe

[1] ŚJ – Świadkowie Jehowy
[2] służba – głoszenie słowa Bożego wśród ludzi
[3] pionier stały – wyznawca, który cały swój czas przeznacza na głoszenie tj. ok. 70 godzin miesięcznie
[4] sługa pomocniczy – funkcja w zborze polegająca na pomocy Starszym Zboru.
[5] Prawda – określenie na wyznanie Świadków Jehowy. Żyć w Prawdzie tzn. żyć zgodnie z zasadami wyznawanymi przez Świadków Jehowy
[6] Zbór – lokalna wspólnota
[7] Starszy – osoby sprawujące nadzór nad zborem
[8] Organizacja – nazwa potoczna ogólnoświatowego Towarzystwa Biblijnego i Traktatowego Strażnica.
[9] Książka „Kryzys sumienia” Raymonda Franza opisuje kulisy funkcjonowania Ciała Kierowniczego
[10] WTS – Watchtower Society (Towarzystwo Strażnica)
[11] głosić na terenach zagranicznych – wyjazd do innego kraju, by głosić słowo Boże
[12] Komitet Sądowniczy – Spotkanie ze Starszymi podczas którego wyznawca jest przesłuchiwany, napominany, pouczany, a często i wykluczany
[13] osoby wykluczone mają zakaz uczestniczenia w życiu zboru, społeczność zborowa unika wszelkiego kontaktu z nimi
[14] Ciało Kierownicze – ciało przywódcze Świadków Jehowy, które ustala nowe doktryny wiary, zwane „nowymi światłami”
[15] kongres – doroczny zjazd organizowany na stadionach, w halach sportowych, centrach kongresowych, trwający od jednego do czterech dni prowadzony wg. Programu opracowanego przez Ciało Kierownicze
[16] chrzest – zanurzenie całego ciała w wodzie w obecności współwyznawców
[17] sznur potrójny – relacje w małżeństwie Żona – Mąż – Jehowa
[18] zebrania – spotkania modlitewne Świadków Jehowy
[19] Strażnica – jedno z czasopism wydawanych przez Towarzystwo Biblijne i Traktatowe Strażnica

Kategoria: Historie ludzi |
Wyświetleń: 622 |